Miami Beach vs. party beach?

5 Replies

podróże USA
11902536_10207600180272436_6415094528402016351_n

Miami Beach.

Plaża. Impreza do białego rana.

Hektolitry alkoholu w czerwonych kubeczkach,

wypijane przy bansujacej klubowej muzie przy zachodzie słońce.

Piękni, wysportowani chłopcy

i wysokie modelkowe dziewczyny.

Też tak sobie wyobrażasz MIAMI BEACH?

To się zdziwisz

Jest noc.

Zmęczony wczorajszą imprezą

i praktycznie 24-godzinną przeprawą

ultra niekoniecznie wygodnym MegaBusem,

w towarzystwie głównie ciemnoskórego

i często wręcz dziwnego w zachowaniu

akompaniamentu,

w końcu

docierasz na miejsce!

Pierwsze wrażenie jest… BOSKIE!

Wysokie oświetlone budynki,

odbijające się w tafli oceanu,

gorąc

i… niespodziewany spokój!

Ostatkiem WiFi z busa

zamawiasz Ubera.

Wsiadasz,

podajesz adres,

po raz setny opowiadasz kierowcy tę samą historię:

co robisz w Stanach,

skąd jesteś

i że Polska to wcale nie kraj skuty lodem.

Taszcząc ogromne walizy docierasz na miejsce.

Cauchsurfing kolejny raz zdaje egzamin:

host otwiera drzwi!

Jest 2:00, ale w Miami czas leci inaczej.

Ogarniasz się tylko lekko po podroży

i Twój host już Cię ciągnie na imprezę.

Ok. Idziesz.

I w sumie szybko wracasz, bo naprawdę jesteś padnięty,

plus niekoniecznie czujesz klimat tego miejsca.

Spać.

Wstajesz rano,

co w Miami = 11:00

i masz już cały dzień zaplanowany.

Wspaniałomyślny host bierze swoje kabrioletowe Porche

i obwozi Cię po całej okolicy.

(skutkuje to potem spalonym karkiem,

tak,

kabriolet + Miami + cały dzień jeżdżenia = raczek).

Tu trzeba zaznaczyć, że Porche czy najnowsze Ferrari

jest w Miami codziennością.

Ja nie lubię wielkiej ekscytacji czymkolwiek,

tym bardziej samochodami,

więc na mnie to akurat naprawdę nie robiło wrażenia.

Z opowieści mieszkańców Miami wiem, że:

  1. To, że ktoś jeździe super wypasionym wozem wcale nie idzie w parze z hajsami. Wielu wydaje majątek na samochód, dla lansu, dla lasek, dla poprawy ego, a mieszka w najgorszej lepiance, bo na resztę życia kasy już nie starcza.
  2. 50% kolesiów jest albo DJ`ami „światowej sławy” bądź producentami muzycznymi. Hahaha, no florydzkie słońce bardzo pobudza wyobraźnię.

 

11

Miami,

tu technologia łączy się z naturą.

I to w piękny sposób!

Wypiętrzone budynki,

poprzeplatane wysokimi palmami.

Robi wrażenie.

Nietrudno spotkać ot tak żyjącą iguanę,

pawie czy inne tropikalne dziawadztwa fauny i flory.

miami beach, palmy, wakacje

Wozicie się cały dzień,

imprezowa muzyka gra na full`a,

a we włosach czujesz florydzki wiatr.

Tak, jest idealnie.

 

12a

 

 

miami beach, żółte taksówki, ameryka, usa, camp america, podróże, słońce, taxi

 

 

 

13a

 

 

miami beach, friends, jump, skok, miami, plaża, wakacje, ameryka, usa, camp america, stany zjednoczone, przygoda, podróż, przyjaźń, fit

Zwiedzasz praktycznie każdą dzielnicę i obrzeża Miami.

Wynwood Walls,

czyli okolica samych murali

robi przeogromne wrażenie.

Od zawsze kochasz i podziwiasz sztukę street art`u,

ale to tutaj jest po prostu WOOOW!

14

 

15

 

wynwood walls

 

16

 

16a

 

17

 

18

20

Jako, że Twój host ma włoskie korzenie,

jecie w typowej włoskiej restauracji,

popijając wybornie wchodzącym podczas tego skwaru

piweczkiem i jedziecie dalej.

(A, tak, tak,

w Ameryce po małej dawce alkoholu możesz prowadzić auto :)).

Misja:

PLAŻA.

 

Snapchat--4941262214121928265

 

21

Słońce: +

Piasek: +

Skwar: +

Szampan: +

Uśmiech na mordzie: +

 

22

Wyjeżdżając do Stanów

w sumie nie nawet nie planowałeś przyjazdu na Florydę.

Tak wyszło.

I wyszło spoko.

Szampan, plaża, ani trochę nie chłodzący ocean…

I…

I no,

nie tak tak sobie wyobrażałam!

Pamiętasz Twoje skojarzenie z Miami Beach?

Imprezy na plaży tralala i tak dalej.

NOPE!

Plaże są zadziwiająco puste!

Pare ludzi na krzyż,

zero klubów,

zero cienia,

zero plamy

i ten męczący skwar z nieba.

Jest pięknie,

ale totalnie mija się to z Twoim oczekiwaniem.

maimi beach, fundacja, trenuję-pomaga, ja, dziewczyna, fitgirl, plaża, wakacje, ameryka

 

 

 

 

Wieczór w Miami zaczyna się o 1:00.

Nie jesteś typem imprezowego człowieka,

wyrosłeś z tego dawno temu,

ale będąc w Miami

TRZEBA iść na imprezę

i w pare innych miejsc,

ale to już <cenzura> 😛

Więc idziesz.

Uczysz się tańczyć sambę.

Bansujesz z Latynosami.

Dostajesz wymięte chusteczki higieniczne

z numerami telefonu

i gestem: „call me”.

Haha,

tak,

zdecydowanie Miami upgrade`uje Twoje poczucie wartości.

Po całonocnym tańcu

zwlekasz się z łóżka

i przeżywasz kolejny „pierwszy raz w życiu” –

tym razem cały dzień na longboardzie!

Wpierw nawet nie potrafisz na na tym wymyśle skejtów stanąć,

odpychasz się i prawie wywalasz.

Po wielu próbach w końcu łapiesz równowagę.

Coś zaczyna Ci wychodzić.

Mijasz ludzi śmigających na tym ot tak

i.. łapiesz zajawkę!

longboard, miami beach, plamy, wakacje, skate

 

23b

 

 

Gorąc Miami ma i swoje plusy.

Kiedy przypadkowo lądujesz bez dachu nad głową

to generalnie nic się nie dzieje.

Możesz spać na plaży,

a z miejskich kraników pić wody ile chcesz.

23f

 

 

23j

 

miami beach, longboard, wakacje, camp america, palmy, podróż, floryda

 

 

miami beach, floryda, wakacje, plaża, usa, beach, camp america, kokos, florida, south beach

 

24d

Floryda to faworyt jeśli chodzi

o dojrzałość i smak

(który tutaj właśnie jest SMAKIEM, a nie posmakiem)

owoców.

Pierwsza w życiu papaja,

pierwsze w życiu plantain

i najlepsze w życiu awokado!

Tak,

zdecydowanie,

żywieniowa miazga!

 

 

25

 

Będąc na Florydzie

nie możesz nie pojechać na Key West,

czyli najbardziej na południe wysunięty punkt USA.

Stąd jest bliżej na Kubę niż do samego Miami.

Wita Cię ulewny deszcz,

ale już za chwilę jest gorąco.

Gorąco i pięknie.

To miejsce ma swój klimat.

Małe domki,

co prawda multum turystów,

ale wychodząc z centralnych ulic,

możesz spotkać tambylców,

bardzo specyficznych.

Natura.

Kolory.

Zapachy.

Smaki.

Ach.

key west, america, camp america, floryda, podróż, usa, cuban coffee, queen, beautiful girl

 

26

 

27

 

 

28

 

 

 

29

 

30

 

31

 

key west, floryda, beauty, colorful, great sandwiches, coffee, food, jedzenie, kolory, miami, usa

 

32

No i wolnowybiegowe koguty,

których lepiej nie ruszać,

bo dostaniesz grzywnę.

Haha,

no nieźle.

key west koguty, koguty, floryda, ameryka

 

 

floryda, iguana, zwierzęta, tropikalne

Kolejny „pierwszy raz”,

tym razem z kokosem.

No… jest pysznie!

coconuts, trush, kokosy, śmieci, floryda, key west, usa, podróż

 

 

coconut, kokos, świeży, dieta, key west, floryda

 

35a

Key West sprawia,

że łapiesz zajawkę na Amerykę Południową

i to ona staje się obiektem Twoich dalszych marzeń.

 

35aa

 

 

35ab

 

35b

Z nowym hostem,

który zostaje okrzyknięty „Your Sis

spędzasz cudowne chwile w restauracji na dachu,

podziwiając panoramę nocnego Miami,

śpisz w jej apartamentowcu,

idziesz na meksykańską Mszę Świętą,

udzielasz miłosnych rad,

szwędasz się po najlepszych butikach na Lincoln Road

i suma sumaru masz wrażenie, że znacie się od lat.

35c

 

36

 

miami, beach, samolot, wakacje, plane, view, widok, chmury, usa

Opuszczasz Miami.

Obierasz kierunek Nowy Jork.

key west, key west z samolotu, wodok, chmury, ameryka

 

Ogólne wrażenie po Miami

daje Ci niedosyt.

Nie tego się spodziewałeś,

choć,

nie ukrywam,

było pięknie.

Kochasz kolory,

a Floryda w nie obfituje.

Dodaj do tego pyszne owoce i mniaaam.

Minusy?

Sporo ich.

Wpierw,

no, klubowe imprezy Cię nie kręcą,

więc w tym się nie spełniasz w tym miejscu.

Ponadto

wielokulturowość tego miejsca,

mix restauracji różnego typu,

wszystkiego po trochu, 

ale nic na 100%

robi z Miami takie.. hmm..

w sumie nie wiadomo co.

Odbiera to temu miejscu jakąkolwiek „klimatyczność”.

Tak,

Miami to zdecydowanie masówka

turystyczne miejsce nastawione na zysk.

Choć piękne,

to w ogólnym podsumowaniu,

właśnie przez brak owej klimatyczności,

muszę powiedzieć:

szału brak.

  • Kamil Janik

    „Miami to zdecydowanie masówka –

    turystyczne miejsce nastawione na zysk.”

    Kraków też można tak podsumować 😛

    • http://www.poplynzwisla.com/ Justyna Wisła

      hmm.. niestety masz rację -.-
      Choć na szczęście, jak dla mnie, Kraków „ma swój klimat” :)

  • http://cuba-miamor.blogspot.com/ Ania César Winiarek

    To jak to w końcu jest: szału brak czy niedosyt? Bo jak ja czuję niedosyt, to dlatego, że coś mi się spodobało i chcę więcej… Poza tym, stwierdzenie, że wielokulturowość „robi z Miami takie.. hmm.. w sumie nie wiadomo co.” to chyba najbardziej dyletanckie stwierdzenie, jakie można powiedzieć o Stanach lub każdej amerykańskiej metropolii. NY przypadkiem nie jest wielokulturowy? I co, odbiera mu to „klimatyczność”? NY, SF, LA to nie „masówka”? Mielno, Rzym czy Barcelona to nie „masówka”? Każde turystyczne miasto jest nastawione na zysk. I nie należy mylić „masówki” z „klimatycznością”. Bo co, jak Kraków dla Ciebie jest klimatyczny, to znaczy, że masówka i nastawienie na zysk jest już ok, tak? Poza tym wydaje mi się, że chyba trochę za mało widziałaś tego Miami, bo po zdjęciach widzę, że byliście tylko w Wynwood, Miami Beach i przejechaliście się po Downtown, a to faktycznie najbardziej turystyczne miejsca. Tu jest nieco więcej do odkrycia, ale tego nie da się zrobić w dwa dni. Poza tym mam wrażenie, że problem tkwi w tym, że to Ty miałaś obraz tego miasta zbudowany nie na wiedzy tylko na jakichś dziwnych, nawet nie wiem czy stereotypach, i to co zobaczyłaś, nie pokryło się z tym, co Ty myślałaś, że tu jest. Zacytuję:
    „nie tak tak sobie wyobrażałam!
    Pamiętasz Twoje skojarzenie z Miami Beach?
    Imprezy na plaży tralala i tak dalej.
    NOPE!
    Plaże są zadziwiająco puste!
    Pare ludzi na krzyż,
    zero klubów,
    zero cienia,
    zero plamy
    i ten męczący skwar z nieba.
    Jest pięknie,
    ale totalnie mija się to z Twoim oczekiwaniem.”

    Imprezy na plaży – nawet w Polsce jest zabronione picie alkoholu na plażach i w miejscach publicznych. Skąd więc założenie, że w miejscu tak turystycznym jak Miami, miałoby być inaczej?
    Plaże są zadziwiająco puste – wbrew pozorom, w Miami też są ludzie, którzy pracują, a nie wylegują się cały dzień na plaży i też są sezony turystyczne, kiedy turystów jest więcej lub mniej. Poza tym plaża plaży nie równa, pojechałaś do North Beach, gdzie z reguły jest mniej ludzi, w South Beach zwykle jest tłoczno.
    Zero klubów – kluby na plaży? Hmm…
    Zero cienia – cień na plaży? LOL
    Skwar z nieba – przypadkiem nie wiedziałaś na jakiej szerokości geograficznej jest Miami?
    Ostatnie zdanie, pozostawię bez komentarza 😉

    • http://www.poplynzwisla.com/ Justyna Wisła

      Pomimo niezbyt pozytywnego komentarza, jest mi miło, że wzbudziłam na tyle wiele emocji, że posiliłaś się na tak długą wypowiedź 😉

      „Niedosyt” w tej kwestii jest użyty w innym znaczeniu – po prostu inaczej wyobrażałam sobie Miami i w stosunku do tego mam niedosyt, po prostu mnie zawiodło. Zawiodło mnie atmosferą, natomiast krajobrazy, fauna i flora, kolory są boskie! Owa „wielokulturowość” w Miami naprawdę (moim zdaniem i zdaniem osób z którymi było mi dane tam przebywać) odbiera uroku Miami. Owszem – w NY, SanFran – również mieszka wiele osób różnych kultur, ale tam, jakby to określić, są oni „podzieleni” czy na dzielnice czy na swoje rejony, jest to bardziej ułożone – w Miami oni wszyscy się mieszają: kotlą się wszyscy razem – co dla jednych może stanowić coś fajnego, nową kulturę, ciekawostkę – mnie się to nie podobało.
      Nie jestem wielkim podróżnikiem, jestem osobą, która lubi pojechać gdzieś i zobaczyć jak ludzie żyją gdzieś indziej, poczuć klimat miejsca. Miami po prostu do mnie nie przemawia. Nie każdy musi się ze mną zgadzać – i to jest dobre :)
      Idąc dalej, owszem Kraków jest masowy, jest nastawiony na zysk, to już przyznałam wcześniej. Miami również. Czy to jest ok? Kraków dla mnie jest czymś więcej, tu żyję, tu pracuję, tu kocham i tu ubolewam nad smogiem – klimat Krakowa postrzegam inaczej, bo tutaj jestem od lat i wrosłam w to miejsce, a wtedy już na turystyczne aspekty i zawalony Rynek przyjezdnymi się nie zwraca uwagi. Stare budynki, uliczki, Wawel, bruk na Rynku, Kazimierz – to jest dla mnie klimat tego miasta i żaden zlot turystów mi go tutaj nie odbierze.
      Byłam tam tydzień, ale faktycznie wiele Miami nie widziałam. Znajomy obwiózł nas po całym wybrzeżu, ale nie „wgłębiałam” się we wszystkie dzielnice. Nie zadawałam się również z turystami, więc jeśli o to chodzi to mam spojrzenie na Miami raczej z perspektywy mieszkających tam ludzi, bo o to zawsze mi chodzi w podróży. Mieszkałam z kelnerem z restauracji, mieszkałam również z kobietą prowadzącą własny biznes – oni chodzili codziennie do pracy, na zakupy, wiedli codzienne życie, więc jeśli o to chodzi to udało mi się zorientować jak to tam wygląda – tydzień wystarczył :)
      Co do stereotypów miasta – oczywiście masz rację. Miałam zbudowany obraz miasta na podstawie filmów, zdjęć, tego co Amerykanie sami poprzez swoje produkcje filmowe itp. kreują o tym miejscu. I w realu nijak ma się to z rzeczywistością. Tak – za dużo się po nim spodziewałam.
      Byłam i w North i w South Beach – pusto było wszędzie. Na skwar nie narzekam, bo kocham gorąc, ale „nawet w Mielnie” są chociażby zadaszenia na plaży czy parasole. W Kalifornii czy na Key West są palmy – w Miami jest po prostu piasek i ocean – tyle. Kluby na plaży? Kluby są na plażach. Nie mówię tu o klubie typu „fancy”, mówię chociażby o werandzie i barku, gdzie można kupić coś zimnego, gdzie leci muzyka. Takie kluby są w Grecji, Włoszech, a nawet w Polsce.
      Chyba na wszystkie pytania odpowiedziałam :)

      • http://cuba-miamor.blogspot.com/ Ania César Winiarek

        Justyno. Nie próbuję Cię atakować, więc nie odbieraj tego co piszę, jako „niezbyt pozytywnego”. Po prostu w wielu punktach się nie zgadzam z tym, co napisałaś i to nie tyle w odniesieniu do Twoich odczuć, co tego miejsca, bo te mogą być różne i trudno dyskutować z wrażeniami, ale w odniesieniu do faktów. Piszesz, że Miami do Ciebie nie przemawia, ale jednocześnie argumenty, którymi się posługujesz, mają się nijak do rzeczywistości i do faktów. A ponieważ Ty, poprzez swoje teksty, również możesz kreować pewne stereotypy czy wizje tego miejsca, to ja właśnie tutaj, chcę z tym podyskutować i przedstawić to w nieco innym świetle, żeby ktoś, kto Twój tekst, w którym mnóstwo rozczarowania, przeczyta, wiedział, że to nie jest jedyna i obiektywna prawda.

        1. Wielokulturowość – naprawdę nie wiem, jak się odnieść do tego fragmentu, bo wychodzi na to, że gdzie indziej wielokulturowość jest ok, a w Miami jest be. Tu też nacje mają swoje rejony i swoje dzielnice, w które, jak sama piszesz, się nie wgłębiałaś. W Miami Beach może jest większy tygiel kulturowy, ale Miami jest podzielone. Dla większości turystów jest to jednak trudne do rozpoznania, gdyż wrzucają wszystkich do jednego worka pt. Latynosi.

        2. Klimat miasta – idąc dokładnie Twoim tropem: Miami jest dla mnie czymś więcej, tu żyję, tu pracuję, tu kocham i tu ubolewam nad korkami – klimat Miami postrzegam inaczej, bo wrosłam w to miejsce i na przewalające się tłumy turystów na plaży i na Lincoln Road nie zwracam uwagi. Unikalne budynki Art Deco w Miami Beach, wieżowce Downtown, piasek na plaży i palmy na deptaku – to jest dla mnie klimat tego miasta i żaden zlot turystów mi go tutaj nie odbierze.

        3. To, że nie zadawałaś się z turystami, nie czyni Cię mniej turystką. To, że nie mieszkałaś w hotelu, tylko u kogoś kogoś, kto tutaj mieszka na stałe, też nie czyni Cię „lokalsem”. Nie masz doświadczeń z życia tutaj, nie pracujesz, nie załatwiasz spraw urzędowych, nie borykasz się z codziennością. Ja też byłam w Krakowie. Kilkanaście razy. Nawet po dwa-trzy tygodnie. I gdybym tu teraz wygłosiła kilka prawd na temat tego „jak mi się wydaje, że się żyje w Krakowie” zaraz znalazłby się batalion obrońców, że to nie prawda. Życie wszędzie wygląda podobnie: wstajesz rano, pijesz kawę, idziesz do pracy. W tym przypadku Twoi hości szli do pracy, a Ty pewnie gdzieś zwiedzać. Dalej byłaś „tylko” turystką. Nawet jeśli dowiedziałaś się czegoś więcej o Miami dzięki Twoim hostom, to twierdzenie „wiem, jak się tam żyje”, jest nieco na wyrost. Poza tym, trzeba też wziąć pod uwagę skąd byli Twoi hości i od jak dawna tu mieszkali, bo to też miało znaczenie na to, co Ci przekazali tym co mówili. Tutaj raczej każdy jest „skądś” i przyjechał „po coś” i to mocno determinuje postrzeganie tego miejsca. Mówisz, że Twój host był kelnerem – to najbardzej rotacyjny zawód w MB. Ktoś przyjeżdża na trzy miesiące, może na rok. Rzadziej zostaje dłużej niż trzy. Robi to, bo to daje najlepsze napiwiki. Które i tak zresztą przepuszcza w czasie, gdy nie pracuje. Tak, to u niego się dowiedziałaś, że ciągle „trzeba” imprezować i że „rano” to 11. Tylko, że największe korki są między 6:30 a 8…

        4. Plaże – w Polsce i ogólnie w Europie, plaże są dużo mniejsze, węższe, dlatego są bardziej zatłoczone i wszyscy komasują się w miesiącach letnich, więc wiadomo, że latem wszyscy w Europie jeżdżą na plaże i wszędzie jest ciasno. Tu jest to rozłożone w czasie. Poza tym plaże są super szerokie i ciągną się na mile, więc nie można tego porównywać, czasem nawet gdy jest sporo ludzi wygląda, że jest pusto, bo plaża jest wielka. Parasole są na całej plaży. Serio. Po tym stwierdzeniu mam wrażenie, że byłaś w jakimś innym miejscu, bo jeśli czegokolwiek tutaj jest pod dostatkiem, to parasoli i leżaków. Od 5-tej do 72-ej. To właśnie ta krytykowana przez Ciebie „masówka”, z której między innymi żyje Miami. Kluby i werandy na plaży? Nie w tej szerokości geograficznej. Względy bezpieczeństwa nie pozwalają ze wzglęgu na huragany. Palmy? Palmy rosną na twardym lądzie. Na Key West plaże są wąziutkie, ziemia styka się niemalże z oceanem, w takich warunkach palmy są prawie nad wodą. W Kalifornii palmy są w większości posadzone sztucznie i gdzieniegdzie, np. w Santa Monica jest nawieziony piach, ale to nie jest plaża, gdzie rosną palmy na plaży.

        Straszne są te stereotypy. Potrafią zepsuć każdą podróż 😉

Niech i inni `Popłyną`! Podziel się Wisłą : )